Grupa Facebook'owa "Dwie plus jeden"

Wszystkich zwolenników poligamii zapraszam do członkostwa w grupie "Dwie plus jeden" na Facebooku, której jestem założycielem i administratorem.

https://www.facebook.com/groups/dwiaplusjeden/




czwartek, 31 maja 2012

Jak świat zabija miłość


Pozwolę sobie zacytować fragment pewnego dzieła, które miałem przyjemność przeczytać jakiś rok temu:

Miłość wylewa na ziemię coś z piękna i światła niebios. Miłość rozwija najszlachetniejsze cechy człowieczeństwa; często wyprowadza je z wnętrza tych osób, u których nie zapowiadało się, że je posiadają, aż do momentu, kiedy dostali się pod wpływ tej nadrzędnej namiętności. Nie ma nic tak wielkiego, tak trudnego czy wymagającego poświęcenia, do czego ludzie nie odważyliby się i czego nie zrobiliby z inspiracji miłości. Jednak wielkie zwycięstwa miłość odnosi raczej nie przez wspaniałe osiągnięcia czy cudowne przygody, lecz raczej przez niezliczone niewielkie rzeczy, które splatają się, by stworzyć szczęście społecznego życia. Nie możemy kochać jakiejś osoby, nie pragnąc jego lub jej dobra; usiłując świadczyć dobro i zadowalać obiekt naszych uczuć, jesteśmy zmuszeni udoskonalić i upiększyć samych siebie w celu stania się bardziej godnymi odwzajemnienia uczuć naszego ukochanego/ukochanej. To wiedzie nas nie tylko do upiększania się, lecz również do ogłady w manierach i wyrabiania naszych umysłów. Stąd jesteśmy wielce dłużni temu uczuciu za te cechy umysłu i osobowości, które splatają się, by uczynić z nas istoty społeczne; gdyż uczucie to nie bardziej zmusza nas do nabywania tego, co piękne i tego, co przystojne jeśli chodzi o ubranie i zachowanie się, niż do osiągania inteligencji i dobrych manier i otaczania się wszelkimi upiększeniami cywilizacji. Miłość oczyszcza wszystko, czego dotknie. Pod jej wpływem nieokrzesany chłopiec staje się pełnym szacunku młodym jegomościem, a uciążliwa dziewczyna nabiera wrodzonej wytworności damy. Miłość odmalowuje róż na policzkach, dodaje oku nowego blasku i inteligencji, krokom udziela siły i elastyczności, zewnętrznej postawie dodaje wdzięku i godności, sercu odwagi, językowi elokwencji, a każdej myśli użycza poezji. Właściwie miłość jest natychmiast poezją życia i życiem poezji. W każdej epoce miłość inspirowała najbardziej błyskotliwe fantazje wyobraźni i najszlachetniejsze koncepcje literatury i sztuki, stanowiąc wieczny temat, który porusza piórem pisarza i nadaje dźwięk lirze poety. Miłość spoczywa w marmurze rzeźbiarza; miłość czerwieni się na płótnie malarza. I wszystkie te różnorodne ucieleśnienia miłości zyskały powszechne uznanie i podziw w literaturze i sztuce; pióro, dłuto i ołówek dały tylko wyraz głównemu uczuciu ludzkości. Poeta i artysta wyrazili tylko to, co każdy inny człowiek już dawno pomyślał: dali jedynie wymowę, formę i barwę cichym i cienistym obrazom zwykłego ludzkiego serca.

Piękne, prawda? Mi wręcz zaparło dech w piersiach, kiedy to czytałem po raz pierwszy w angielskim oryginale. Nigdy chyba nie czytałem tak wspaniałego i wyczerpującego opisu miłości i jej niezwykłego, pozytywnego pod każdym względem i nieocenionego wpływu na człowieka.

A teraz aż prosi się, by podać twórcę tego przepięknego opisu, tytuł dzieła, z którego ten cytat pochodzi i powiedzieć kilka słów o autorze. I aż boję się to zrobić. Dlaczego? Bo uważam, że powyższy cytat zawiera cenne prawdy, których jednak wielu nie przyjmie tylko dlatego, że to dzieło to "Historia i filozofia małżeństwa. Porównanie poligamii i monogamii", poświęcone jest obronie systemu poligamicznego małżeństwa, a autor - James Campbell, jest człowiekiem całym sercem popierającym tę ideę.

I co? Kiedy już wiesz, o czym jest ta książka i co uważał autor, czy dalej podoba Ci się ten opis miłości? Jeżeli nie, to znaczy, że jesteś ofiarą najgorszych uprzedzeń. Niestety, przykro to powiedzieć, ale taka jest prawda.

I o uprzedzeniach tutaj chcę napisać. Bo to one są zabójcami szlachetnych uczuć. Czyhają na nie i zabijają bez emocji, zimno, bezwzględnie.

Załóżmy teraz sytuację. Mamy małżeństwo. Udane małżeństwo. Mąż kocha swoją żonę jak nikogo na świecie. Ale pojawia się w jego życiu kobieta, oczywiście inna niż jego żona. Jest interesująca, w każdym razie dla niego. Coś zaczęło się rodzić, jakaś iskra powstała. I na tę iskrę czyhają już uprzedzenia. Społeczeństwo wymyśliło sobie, że tego nie wolno. Społeczeństwo wpływa na jego sumienie i dlatego to sumienie mówi mu: "Zabij w sobie to uczucie do innej kobiety. Możesz kochać tylko żonę". Chętnie by kochał tę kobietę, ale opinia publiczna mu nie pozwala. Sumienie tej drugiej kobiety również się odzywa i mówi: "Nie możesz kochać tego mężczyzny, bo on ma żonę". Gotowa byłaby go kochać, szanować, podziwiać, ale nie robi tego, bo się boi. Mogliby się ze sobą spotkać. Mogliby porozmawiać. Mogliby się zaprzyjaźnić. Przyjaźń mogłaby przepoczwarzyć się w zażyłą miłość. Ale to się nie dzieje, bo tych dwoje ludzi znalazło się pod presją nienaturalnych zasad, które przyjęło społeczeństwo. Najczęściej jednak to żona tego mężczyzny prędzej gotowa jest umrzeć, niż pozwolić na relację swojego mężczyzny z inną kobietą. Dlaczego to robi? Bo jest oszukana, omamiona, zmanipulowana przez tysiąckrotnie powtarzane kłamstwo, które stało się dla niej prawdą. Jest omamiona przez społeczeństwo, które wymyśliło sobie, że z poligamicznego związku MUSI być katastrofa. I to społeczeństwo nie pozwala z tym dyskutować, nie pozwala się nad tym zastanowić. Społeczeństwo tak mówi i KONIEC! Tę informację, że mężczyzna ma i może kochać tylko jedną wciska się nam w prasie, literaturze, filmie i programach telewizyjnych.

I w ten sposób uprzedzenia w głowach ludzkich zabijają rodzącą się miłość. Tak, jest to miłość, ale jest dopiero malutka, dopiero co się wykluła i wyrosłaby do dorosłych rozmiarów, gdyby uprzedzenia jej nie zabiły. Mogłaby być piękna, gdyby nie dokonano na niej aborcji. Nie pozwolono się jej urodzić, bo jest inna niż reszta. To jest morderstwo.

Czy powinniśmy na to pozwalać? Jeśli kochasz, czy powinieneś przestać? Jeśli kochasz, czy powinnaś sobie odpuścić? Czy będziesz mógł żyć z tym, że zabiłeś coś pięknego? Czy będziesz w stanie wytrzymać, wiedząc, że pogrzebałaś miłość żywcem? Zadaj sobie to pytanie i odpowiedz na nie szczerze...

wtorek, 29 maja 2012

Sokrates miał dwie żony

Sokrates był bardzo ciekawym człowiekiem. Jego postępowanie imponuje mi, odkąd tylko o nim usłyszałem. Przeczytałem już dawno temu dzieło "Obrona Sokratesa" i jego tytułowy bohater niezwykle mnie urzekł.

Jednak ostatnio dowiedziałem się o tym słynnym filozofie czegoś, czego nie spodziewałem się o nim dowiedzieć. Przytoczę fragment dzieła autorstwa Diogenesa Laertiusa pt. "Żywoty wybitnych filozofów", powstałego w III wieku naszej ery, w którym czytamy o Sokratesie następujące słowa:
"Niektórzy pisarze, włączając w to Satyrosa i Hieronima z Rodos, twierdzą, że były one [Myrta i Ksantyppa] jego żonami w tym samym czasie. Gdyż mówią oni, że w Atenach było niewielu mężczyzn, a chcieli oni zwiększyć populację i wprowadzili dekret, który zezwalał obywatelowi poślubić jedną kobietę ateńską i mieć dzieci z drugą; Sokrates tak uczynił"
Sokrates posiadał więc dwie żony.


Dzisiejsza populacja mężczyzn nie jest co prawda zdziesiątkowana fizycznie, to znaczy nie brakuje mężczyzn, ale śmiało można powiedzieć, że brakuje wśród mężczyzn dobrych kandydatów na mężów. Takie są fakty. Dlatego też między innymi powinno się wprowadzić poligamię, aby cenne, porządne kobiety nie musiały wychodzić za mąż za byle kogo, ale aby otrzymały to, na co w pełni zasługują - na kochających, opiekuńczych mężów.

czwartek, 24 maja 2012

W Polsce jeden facet nie utrzyma dwóch kobiet?

"W Polsce jeden facet nie utrzyma dwóch kobiet" - taki argument ostatnio usłyszałem w dyskusji na temat poligamii i wydawało mi się, że osoba, która to powiedziała, uznała to za definitywne zamknięcie dyskusji. Zdawała się myśleć, że poligamii w Polsce się nie da urzeczywistnić, bo mężczyzna z własnego majątku nie jest w stanie utrzymać więcej niż jednej kobiety.

I z pozoru mi się to zgadzało, ale spokoju nie dawała mi jedna rzecz, a mianowicie fakt, że ta osoba jest zwolenniczką związków partnerskich - takich, w których nie ma "utrzymywania" kobiety przez mężczyznę; takich, w których każde z partnerów zarabia i dokłada się do wspólnego budżetu. A jednocześnie ta sama osoba mówi, że "w Polsce jeden facet nie utrzyma dwóch kobiet" i używa tego jako argumentu przeciwko poligamii. I muszę powiedzieć, że nie ona jedna.

Cóż za niekonsekwencja! Dlaczego ludzie stosują inne normy dla małżeństwa monogamicznego, a inne dla poligamicznego? Sprawiedliwa ocena wymaga stosowania jednakowych kryteriów. Chyba nigdy nie słyszałem (a przynajmniej sobie nie przypominam), aby ktoś odradzał mężczyźnie zawarcie małżeństwa (monogamicznego oczywiście), ponieważ nie stać go z własnej pensji na utrzymanie kobiety i dzieci. We wszystkie małżeństwa, jakie znam, zarówno mąż jak i żona dokładają się do budżetu. Nie znam mężczyzny, który zarabia tyle, aby samodzielnie utrzymać rodzinę. A jednak nikt nie widzi tutaj problemu. Patrzymy na to zupełnie spokojnie. A jednak kiedy rozmowa toczy się na temat poligamii, to od razu pada argument mówiący o tym, że "to niemożliwe, bo facet nie utrzyma dwóch żon" i mówią to ci, którzy są z monogamicznych związkach, a jednak nie stać ich na utrzymanie żony. Takich nawołuję do sprawiedliwego osądu, czyli przykładania jednakowej miary do siebie i do poligamistów.

środa, 16 maja 2012

Niesprawiedliwa opinia publiczna

Ostatnio zastanawiałem się, co ma do powiedzenia opinia publiczna, czyli nasz naród jako całość, na temat poligamii. Nie jestem pewien, ale raczej nie były prowadzone w Polsce badania statystyczne pod tym kątem.

Ale pozwolę sobie chwilę się nad tym zastanowić.

Znam naprawdę wielu ludzi. Pochodzą z różnych środowisk. Jedni są wierzący, inni nie. Wśród wierzących zdecydowanie dominują katolicy, przynajmniej katolikami się nazywają, choć ich katolicyzm pozostawia wiele do życzenia. I teraz, co zaobserwowałem?

Część z nich skłonna jest akceptować homoseksualizm, transseksualizm, transwestytyzm. Nie wdawajmy się w tym miejscu w ocenę moralną tych rzeczy, bo to nie jest temat tego wpisu. Stwierdźmy jedynie, że tego rodzaju "inność" seksualna jest akceptowana. Ludzie akceptują, że ktoś może mieć takie, a nie inne potrzeby seksualne. Ludzie starają się to rozumieć i nie atakować tych ludzi za to.

Ci sami ludzie, o których pisałem powyżej, akceptują małżeństwa gejowskie i lesbijskie. Mówią, że jeżeli geje i lesbijki tego chcą, to powinno się im na to pozwolić w rozumieniu prawa cywilnego.

Ci sami ludzie nie widzą nic złego w tym, że małżeństwa się rozpadają i ludzie zakładają nowe związki i nowe rodziny, często niejednokrotnie w ciągu całego życia.

A teraz najciekawsze: ci ludzie nie akceptują poligamii! A ja się zastanawiam, dlaczego tak jest. Potrafią zaakceptować współżycie ze sobą osób tej samej płci. Argumentują, że to ich wybór i ich sprawa. Potrafią zaakceptować małżeństwa homoseksualne. Argumentują, że jeśli dwóch gejów czy dwie lesbijki tego chcą, to nie powinno im się tego zabraniać. Akceptują rozwody i powtórne małżeństwa. Argumentują to tym, że to nie nasza sprawa, to ich wybór, nie powinniśmy się wtrącać.

Dlaczego w takim razie nie akceptują poligamii? Jeśli stosują taką argumentację, jak ta powyżej, podkreślona przeze mnie, to przecież w przypadku osób, które decydują się na życie w poligamii, to też ich wybór i ich sprawa; jeśli jeden mężczyzna i dwie kobiety tego chcą, to nie powinno się im tego zabraniać; to nie nasza sprawa, to ich wybór, nie powinniśmy się wtrącać.

Apeluję do wszechtolerancyjnej opinii publicznej, aby ze swojej tolerancji nie wyłączała poligamii.

Nawet jeżeli moje powyżej przedstawione założenia co do statystycznej "preferencji" naszego narodu są chybione, to jednak warto się zastanowić, czy sprawiedliwe jest to, że akceptujemy jedną "inność", a potępiamy drugą?

czwartek, 10 maja 2012

Nie wyczerpałeś tematu...

Często w rozmowach na temat wpisów na moim blogu spotykam się ze stwierdzeniem, że "nie wyczerpałem tematu".

Zawsze od razu przyznaję temu rację. Oczywiście, że nie wyczerpałem tematu. W moim rozumieniu blog jest czymś takim, co pozwala na kontynuowanie "wyczerpywania" tematu. Nigdy jeden wpis nie omawia całego problemu. Jeden wpis na blogu jest jak jeden paragraf książki. Dopiero cała książka jest w stanie wyczerpać temat. Choć, jeśli miałbym być szczery, nie ma na świecie książki, która w całości wyczerpywałaby temat, który omawia. Zawsze można coś dopowiedzieć, dookreślić. Nawet autor ukończonej książki czuje pewien niedosyt. Wciąż wydaje mu się, że mógłby pewne rzeczy wyjaśnić lepiej, jaśniej.

Jestem bardzo wdzięczny za każdą osobę, dla której to, co piszę, ma choćby najmniejsze znaczenie. Dobrze, że umieszczacie komentarze. Nawet nie wiecie jak często inspirują mnie one do umieszczenia kolejnego wpisu. Proszę jednak o jedno: Starajcie się komentować wątek zawarty we wpisie. Nie mówcie, że nie wyczerpałem tematu i nie rozpoczynajcie w komentarzach dyskusji na inny temat. To nie jest forum internetowe. To jest blog. Po prostu nie mam ochoty rozwijać dyskusji o sprawach, które często w ogóle nie dotyczą tematu bloga. Oczywiście dobrze jest, jeśli coś zasugerujecie, ale proszę, zachowajcie pewien mądry umiar i postarajcie się zrozumieć, że ten blog się rozwija i nie jestem w stanie wszystkiego na raz napisać. Czasami jakiś wpis jest szybką odpowiedzią na komentarz, więc choćby z racji tego nie rozwijam każdej myśli dogłębnie. Zawsze jednak planuję ująć daną myśl szerzej w innym miejscu.

Jestem zwolennikiem nierozgałęzionej dyskusji. Co mam na myśli? Lubię, kiedy dyskusja ma temat, którego się mniej lub bardziej trzymamy. Nie lubię, kiedy dyskusja niepotrzebnie zbacza z wyznaczonego toru i zamiast dyskutować o meritum, omawiamy mnóstwo pobocznych i mniej istotnych zagadnień. W efekcie w takiej dyskusji po chwili każdy z nas się gubi i już trudno wyjaśnić, o co tak naprawdę każdej ze stron chodzi. Dodatkowe utrudnienia stanowi fakt, że dyskutujemy pisemnie. Pisemne wyrażanie myśli niekiedy rodzi nieporozumienia, bo ktoś niezbyt uważnie czyjąś wypowiedź przeczytał, ten ktoś musi temu drugiemu wyjaśniać, że nie miał tego na myśli, itd.

Jeszcze do jednego zachęcam. Czytajmy ze zrozumieniem. Zanim zostawisz komentarze, przeczytaj trzy razy wpis. Bardzo często mi się zdarzało, że ktoś robił zarzut, a zrobił tak tylko dlatego, że umknęło mu jakieś zdanie. To samo dotyczy zadawanych przez Was, drodzy czytelnicy, pytań. Nie zadawajcie pytań, na które odpowiedzi już padły. Przepatrzcie najpierw wszystkie wpisy i komentarze - być może odpowiedź na Wasze pytanie już się tam znajduje.

wtorek, 8 maja 2012

Czy jest to blog, którego nikt nie czyta?

Ostatnio w jednym z komentarzy, pewien człowiek zastanawiał się, po co prowadzę bloga, którego nikt nie czyta. Mniemam, że jest to rodzaj argumentu, który miał się odwołać do uczuć czytelników, a może też i moich. Zamierzenie było być może takie, by tym stwierdzeniem "poniżyć" to co piszę. Nie wiem na pewno, ale tak zakładam.

Już rozwiewam ten oto argument. Tego bloga ktoś jednak czyta. Mam ustawioną funkcję, by licznik odwiedzin nie uwzględniam wyświetleń stron z mojego komputera, więc fakt, że ja przeglądam moje wpisy nie powoduje "nabijania" licznika. A jednak odwiedzin jest względnie dużo. Ze statystyk wynika, że przynajmniej dwie osoby dziennie tutaj zaglądają. Ale to tylko średnia z ilości odwiedzin. Czasami zdarza się, że nie ma nikogo, ale zdarzają się też przypadki masowych odwiedzin, np. 50 dziennie. Tak więc tego bloga ktoś czyta i takich osób wcale nie jest tak mało. Oczywiście pragnąłbym, aby tych odwiedzin było więcej. Tutaj chciałem tylko udowodnić, że twierdzenie, iż jest to blog, którego nikt nie czyta, jest bezpodstawne.

Niesprawiedliwa poligamia?

Ostatnio pod jednym z wpisów dostałem komentarz, do którego chciałem się ustosunkować. Autor zostawił ten komentarz, jednak stwierdził, że nie będzie już odwiedzał tego bloga i nie zapozna się z moją odpowiedzią na jego argumentację. Ja jednak odpowiem, ponieważ poruszył ciekawą kwestię, którą jak do tej pory nie zająłem się na łamach tego bloga. Oto interesujący nas fragment treści tego komentarza: 

"Jeśli wolno mi wtrącić swoje trzy grosze-
- sądzę, że w przypadku poligamii wystarczy jeden jedyny argument przeciw, by wszystko stało się jasne. System, w którym jeden mężczyzna mógłby poślubić więcej niż jedną kobietę (bo o takiej poligamii piszesz, z czego wnioskuję po jednym ze starszych wpisów), jest niesprawiedliwy choćby dlatego, że nie działa w drugą stronę: jedna kobieta nie może poślubić wielu mężczyzn. Dać prawo posiadania wielu partnerek mężczyźnie, nie przyznając tego samego prawa kobiecie - prawa do posiadania wielu partnerów - to tworzenie nierówności i niesprawiedliwość. Kobieta jest człowiekiem, tak jak mężczyzna jest człowiekiem. Ich pragnienia są takie same, a nawet, gdyby często wcale nie były, wystarczy założyć, że mogą być. Mówimy przecież o wartościach niewymiernych. Dlatego poligamia jest niesprawiedliwa. System "jeden na jeden" to jedyne sprawiedliwe rozwiązanie"


Mój adwersarz stwierdza po pierwsze, że "w przypadku poligamii wystarczy jeden argument przeciw, by wszystko stało się jasne". Nie tylko zasada ta nie działa w przypadku dyskusji o poligamii, ale nie działa przy omawianiu jakiegokolwiek innego tematu. Jeżeli stos argumentów przemawia za czymś, a jeden argument mamy przeciwko, to ten jeden argument nie powinien nas skłaniać do odrzucenia tezy, którą popiera stos innych argumentów. Żaden uczciwy filozof tego nie zrobi. Zrobi to tylko osoba, która jest na tyle uprzedzona do jakiejś idei, że wystarczy jej jeden głos przeciwko, aby odrzucić wszystkie inne racjonalne argumenty.


Główny zarzut mojego adwersarza brzmi: Poligamia jest niesprawiedliwa, ponieważ jeden mężczyzna może mieć więcej niż jedną partnerkę, natomiast jedna kobieta nie może mieć więcej niż jednego partnera.


Zezwolenie na posiadanie przez jednego mężczyznę więcej niż jednej partnerki przy jednoczesnym zakazie posiadania przez jedną kobietę wielu partnerów wynika bezpośrednio z prawa naturalnego. Mam nadzieję opisać to szerzej w oddzielnym wpisie. Na potrzeby krótkiego rozważania stwierdzę tylko kilka rzeczy.

Po pierwsze, po równo nie zawsze oznacza sprawiedliwie. Mój adwersarz stwierdza, że gdyby kobieta również miała pozwolenie na posiadanie partnera, to byłoby sprawiedliwie. Otóż, byłoby po równo, ale posiadanie przez dwie różne jednostki jednakowych praw niekoniecznie jest sprawiedliwa. Sprawiedliwość nie polega na równym, lecz na mądrym rozdzielaniu praw i obowiązków. Bycie mężem to sprawowanie odmiennej roli niż żona. Bycie rodzicem polega na czym innym niż bycie dzieckiem. Bycie szefem jest czym innym niż bycie podwładnym. Sprawiedliwość to nie tylko prawa (tutaj prawo do posiadanie przez kobietę więcej niż jednego męża), ale też wynikające z tego prawa obowiązki, powinności, które należy spełnić (a spadłyby na kobietę, która posiadając wielu mężów musiałaby być głową domu). Nie byłoby sprawiedliwe, gdyby rodzice i ich dzieci posiadali jednakowe prawa, ponieważ zatarłaby się różnica pomiędzy rodzicem a dzieckiem. Nie byłoby sprawiedliwe wymagać od dziecka spełniania takich samych obowiązków, jakie spoczywają na jego rodzicach, ponieważ dziecko nie jest przygotowane na przejęcie takiej odpowiedzialności. Nie byłoby sprawiedliwe, gdyby szefowie i ich podwładni posiadali jednakowe prawa, ponieważ zatarłaby się różnica pomiędzy  szefem a podwładnym. Nie byłoby sprawiedliwe wymagać od podwładnego spełniania takich samych obowiązków jak jego szef, ponieważ podwładny nie jest przygotowany na przejęcie takiej odpowiedzialności. Analogicznie (choć nie całkowicie tak samo) rzecz ma się w przypadku relacji mąż-żona. Mają do spełnienia odmienne role i nie byłoby sprawiedliwe dać im te same prawa i przywileje, a także wymagać od nich tego samego. Przy okazji powiem, odnosząc się do wypowiedzi mojego adwersarza, jakoby poligamia to było "fiku-miku z dwoma paniami na raz", i stwierdzę, że małżeństwo to bardzo poważna instytucja, gdzie występują prawa i obowiązki i nie jest to zwykłe "fiku-miku". Gdyby małżeństwo ograniczało się do robienia "fiku-miku" to rzeczywiście po równo byłoby sprawiedliwie.

Po drugie (co wynika bezpośrednio z pierwszego), Bóg (lub jak kto woli Natura)* nie obdarzył mężczyzny i kobiety po równo. Mamy dwie różne płcie i zdecydowanej większości ludzi to nie przeszkadza, a wręcz im się te różnice podobają. Kobieta nie zazdrości mężczyźnie posiadania penisa, ani mężczyzna nie zazdrości kobiecie posiadania piersi. I nie tylko to. Kobieta ma na przykład piękny przywilej macierzyństwa, którego ja posiadał nigdy nie będę. I nie będę głosił wszem i wobec swojego sprzeciwu wobec Bożego postanowienia i nie będę się żalił, że potraktowano mnie niesprawiedliwie. Przyznam, nie dał mi i mojej żonie po równo. To trzeba stwierdzić. Jednak uważam, że potraktował nas sprawiedliwie, ponieważ sprawiedliwie udzielił mężczyźnie innych praw i przywilejów niż kobiecie. Sprawiedliwie nałożył na kobietę inne obowiązki niż na mężczyznę. Inne predyspozycje - inne role.

I wreszcie, naturalne prawo do posiadania przez mężczyznę więcej niż jednej żony przy jednoczesnym zakazie posiadania przez kobietę więcej niż jednego męża wynika właśnie z tego, że mężczyzna i kobieta są inni. Moją inne prawa i obowiązki. Mają inne predyspozycje biologiczne i emocjonalne do pełnienia określonych ról. Tak więc prawo męża do poligamii i zakaz poligamii żony rzeczywiście jest przejawem nierównego potraktowania przez Boga (lub jak kto woli Naturę)*, co w ogóle nie oznacza, że jest bardzo sprawiedliwe. Inne predyspozycje - inne role. To jest bardzo sprawiedliwe.

Tak więc, drogi adwersarzu, który zgodnie ze złożoną przez siebie obietnicą nieodwiedzania nigdy więcej tego bloga, nie przeczytasz niestety mojej odpowiedzi i nie dowiesz się, że twój argument, wbrew twoim zapewnieniom, nie obala sprawiedliwego prawa naturalnego, według którego mężczyzna może mieć więcej niż jedną żonę, natomiast kobieta nie może mieć więcej niż jednego męża.







* Nie utożsamiam tutaj osobowego Boga z Naturą. Zdanie z nawiasie, a mianowicie "lub jak kto woli Natura", wstawiłem z myślą o tych, którzy w osobowego Boga nie wierzą. Spotykane jest w języku polskim rozumienie słowa "natura" w sensie «przyrody jako siły kształtującej organizmy żywe, zwłaszcza ludzi», np. Otrzymać od natury zdolności muzyczne; Natura była dla niego szczodra, itd. (Słownik Języka Polskiego PWN)