Grupa Facebook'owa "Dwie plus jeden"

Wszystkich zwolenników poligamii zapraszam do członkostwa w grupie "Dwie plus jeden" na Facebooku, której jestem założycielem i administratorem.

https://www.facebook.com/groups/dwiaplusjeden/




poniedziałek, 23 lipca 2012

Jak Ty w prawo, to ja w lewo; a jak Ty w lewo, to ja w prawo - czyli dyskusje o poligamii

Zawsze mnie w pewien sposób bawi argumentacja niektórych ludzi, kiedy słyszą o poligamii. Chodzi mi o takich, którzy nigdy nie zastanawiali się nad tym tematem, lub zrobili to tylko pobieżnie, ale czują przymus przeciwstawienia się temu. Jako że nie dali sobie czasu do namysłu, ich argumentacja jest często niedorzeczna, nielogiczna, "cokolwiek byś nie powiedział, to i tak się nie zgadzam".

Na youtube.com jest wiele filmików przedstawiających wywiady z przedstawicielami rodzin poligamicznych. Jest wiele artykułów w sieci poświęconych temu tematowi. Czytam czasami komentarze do nich. Jeśli na przykład żony danego mężczyzny są podobne do siebie, to ludzie zarzucają, że są podobne i pytają, po co w takim razie mu kilka kopii tej samej kobiety. Kiedy natomiast żony mają inną urodę, to oskarża się mężczyznę o to, że poligamię wybrał wyłącznie, aby mieć różnorodność. Jeśli w takich rodzinach jest mało dzieci, to dla wielu od razu wskazuje, że chodzi tylko o seks. Jeśli jest dużo dzieci, to pada oskarżenie, że "oni chcą tylko płodzić dzieci". Czytałem komentarz do pewnego wywiadu, w którym pani stwierdziła, że "tym kobietom jest źle, bo widać to w ich oczach"; nie ważne, co one powiedzą, ona i tak wie lepiej, że one są na pewno nieszczęśliwe, bo nie może być inaczej. Jeśli żony danego człowieka żyją w oddzielnych domach, to źle; jeśli w jednym, to też źle. Jeśli żony nie są wykształcone, to już jest dla owych przeciwników świadectwo, że zdecydowały się na poligamię, bo łatwo nimi manipulować. Jeśli zaś żony są wykształcone, to oznacza, że mąż znalazł po prostu dobre sposoby, by wyprać im mózg albo w ogóle kłamią, że są wykształcone. Jeśli żony nie pracują i mężczyzna zarabia na dom, to pada oskarżenie, że te kobiety są po prostu zależne od mężczyzny finansowo. Jeśli same również zarabiają, to obwinia się mężczyznę, że ich nie utrzymuje z własnej kieszeni. Jeśli kobiety są zadbane, to przeciwnicy poligamii już mają dowód, że zazdrość ich do tego popycha. A jeśli są zaniedbane, to i tak źle, bo to automatycznie oznacza, że mają depresję, a mają depresję oczywiście dlatego, że żyją w poligamii.

Argumenty tego typu w ogóle nie dotyczą spraw merytorycznych. Jest to zupełnie puste, jałowe gadanie ludzi o zamkniętym światopoglądzie.



sobota, 14 lipca 2012

"Chodzenie ze sobą" jako etap związku?

Wpis na temat "chodzenia ze sobą" chodzi za mną :) od kilku dobrych miesięcy. Ostatnio jednak poczułem się wyjątkowo zainspirowany, aby wreszcie dopełnić dzieła...


Dawno, dawno temu było tak... Żyli sobie chłopak i dziewczyna. Chłopak poznawał dziewczynę i zaczynał się nią interesować. Albo to dziewczyna zauważała chłopaka i doznawała zauroczenia. W końcu się zapoznawali. A to przez kolegę, a to przez koleżankę, a czasami bezpośrednio. Zaczynali się kolegować, a następnie przyjaźnić. Spędzali ze sobą czas. Następnie chłopak w sposób jasny informował o swoich uczuciach dziewczynę, co nazywano oświadczynami, a następnie, oboje dojrzewając, zaczynali iść w jednym kierunku - w kierunku małżeństwa.

Były więc właściwie dwa etapy relacji damsko-męskich: narzeczeństwo i małżeństwo. Wcześniej się co prawda kolegowali i przyjaźnili, ale ani oni, ani ich otoczenie, ani nikt w ogóle nie uważał ich za parę.

Dzisiaj jest inaczej. Obecnie doszedł jeszcze jeden etap, czyli tzw. chodzenie ze sobą. Dzisiaj chłopiątko informuje dziewczynę o swoich uczuciach i zaczynają ze sobą chodzić. Czemu napisałem o chłopaku - "chłopiątko", a o o dziewczynie po prostu - dziewczyna? Chciałem podkreślić jedną rzecz. Chodzenie ze sobą zaczyna się zazwyczaj, kiedy oboje mają około 15 lat. Dziewczyna jest już wtedy w miarę dojrzała, a już na pewno jest dojrzalsza od chłopaka równolatka. Piętnastoletnie chłopiątko jest dzisiaj (bo kiedyś było inaczej) jeszcze dzieckiem i nie ma pojęcia o dojrzałym życiu, relacje w to włączając. Chłopiątko chce sobie dziewczynę oprowadzać po mieście, żeby się pochwalić innym chłopiątkom. Chłopiątko chce sobie dziewczynę podotykać, pocałować... W każdym razie chłopiątko nie myśli w ogóle o przyszłości.

I tak chodzą sobie przez kilka miesięcy. Dziewczyna w takim "związku" zupełnie się nie rozwija, bo u boku chłopiątka nie da się rozwinąć. Rozwinąć się można u boku młodego mężczyzny. Można mieć 15 lat i być młodym mężczyzną zamiast chłopiątkiem, ale to się zdarza niezwykle, niezwykle rzadko. Dziewczyna nie jest dla chłopiątka partnerką, więc nie powinna się dziwić, że jest traktowana jak trofeum. Nie powinna się dziwić, że jest traktowana na równi z motocyklem, konsolą do gier, deskorolką, ładnym ciuchem i innymi gadżetami, którymi chłopiątko się chwali  w obecności innych chłopiątek.

Następnie chłopiątko się nudzi i zaczyna sobie chodzić z jakąś inną dziewczyną. I historia się powtarza. Dziwię się tylko dziewczynom, że godzą się na coś takiego. Pozostaje to dla mnie niezrozumiałe.

I tak wprowadzony został kolejny etap związku, a mianowicie chodzenie. I tak chłopiątko i dziewczyna sobie chodzą to tu, to tam. Chodzą sobie do parku, chodzą na dyskotekę, chodzą do kolegi, chodzą do koleżanki, chodzą sobie po mieście i siedzą sobie na ławce. Dziewczyna najczęściej chce "czegoś więcej" od tego "związku". Dziewczyno, niczego więcej nie będzie. To jest chłopiątko i nie ma co wymagać. Zacznij się spotykać z młodym mężczyzną, to będziesz mogła oczekiwać czegoś więcej. Jak sobie chodzisz ze szpanerem, maminsynkiem, gansterem na dzielni, przed którym drży cała piaskownica, ukrywającym się po kątach palaczem papierosów, czyli kilkunastoletnim chłopiątkiem, to niczego więcej nie będzie, oprócz rozczarowania.

"Chodzenie" to nie jest związek, młode panie i chłopiątka! Drogie chłopiątko, jakim prawem rościsz sobie prawa do dziewczyny, jakim prawem uważasz, że jest przez Ciebie "zajęta", jakim prawem mówisz o niej moja dziewczyna? Przecież Ty jej nic nie dajesz i unikasz wszelkich zobowiązań wobec niej? Ustąp miejsca młodemu mężczyźnie i idź sobie lepiej wydoroślej. Potem poszukaj sobie dziewczyny i zbuduj z nią związek.

Ale chodzenie ze sobą co najgorsze nie dotyczy tylko ludzi w nastoletnim wieku. Znam wiele par, które mają ponad dwadzieścia lat, "chodzą" i nic więcej. Nie idą w ogóle w kierunku dojrzewania związku. Nie starają się ze sobą zamieszkać. Nie chcą stworzyć rodziny. Oni chcą ze sobą chodzić.

Media też bardzo pomagają. Promuje się chodzenie, jako fajne i dobre. Kiedy mówi się o dojrzałości w związku, to jest to zajebiście nudne, staromodne, obciachowe. A potem się stado baranów dziwi, kiedy rośnie patologia i beczy, jak trzeba sobie poradzić z konsekwencjami swoich czynów.

Od razu wyprzedzę krytykę - TAK, też byłem chłopiątkiem. Też chodziłem z dziewczynami. Ale przyszedł etap w moim życiu, kiedy podjąłem decyzję, że nie będę z żadną dziewczyną chodził, dopóki nie stwierdzę, że jestem dojrzały. I tak, przez lata, choć mogłem sobie z dziewczynami chodzić, nie spotykałem się z żadną. Aż wreszcie poznałem moją żoną i nie chodziłem z nią ani chwili. Od razu sobie postanowiliśmy, że będziemy razem na zawsze.

Chodzenie ze sobą jest dowodem na regresję cywilizacji. Ludzie nie chcą związku, oni chcą się parzyć. Tak, oni chcą kopulować, jak małpy, króliki, chomiki, świnki morskie i cocker spaniele. Chodzi się ze sobą, żeby się dobrze bawić, pić i kopulować bez zobowiązań. Cywilizowany człowiek natomiast podchodzi do związku poważnie. Oczywiście, że cywilizowany człowiek chce seksu. Seks jest dobry, przyjemny i ja na przykład, uważając się za cywilizowanego człowieka, nie wyobrażam sobie związku bez seksu. Ale, do jasnej cholery, jest coś więcej niż to. Jest coś więcej niż pieprzenie się na lewo i prawo jak szympansy. Jest miłość, zobowiązanie, dojrzałość, odpowiedzialność...

Kocham "zajętego" faceta!

Masz taki "problem"? Tak? Rozumiem. Tak więc to mamy załatwione. Jeśli nie jesteś kobietą kochającą zajętego faceta albo w ogóle nie jesteś kobietą, będziesz musiała (musiał) czytać ten wpis z pozycji takiej kobiety, ponieważ ten tekst jest jakby moim monologiem skierowanym do niej.

Czemu, droga czytelniczko, nazywasz to "problemem"? Zastanawiałaś się nad tym kiedykolwiek? Czemu to, co do niego czujesz określasz mianem "problemu"? Na czym polega "problem"? Odpowiedź jest jasna - uważasz, że Twoje uczucie jest społecznie nieakceptowalne; sądzisz, że to cholernie nieuczciwe w stosunku do kobiety tego człowieka; ale nade wszystko nie widzisz przyszłości tego uczucia. Droga zakochana w "zajętym" facecie, gdyby Twoje uczucie się wydało, prawdopodobnie przez wielu nazwana byłabyś "zdzirą", "szmatą", "dziwką", a może nawet w bardziej wymyślny sposób (Polacy są mistrzami w tej dziedzinie). Ale tak nazwą Cię tylko ludzie głupi, więc nie przejmuj się ich słownymi wymiocinami i intelektualną biegunką. Przejmij się natomiast tym, co masz zamiar dalej zrobić.


A możesz zrobić dwie rzeczy. Kobiety będące w Twojej, niewątpliwie trudnej sytuacji, najczęściej decydują się na "odbicie faceta". Chcesz to zrobić? Pewnie takie rozwiązanie wydaje Ci się najprostsze, bo przecież uważasz, że facet może mieć tylko jedną kobietę i nigdy nie zastanawiałaś się nad inną opcją (o tym później).  A może uważasz, że ta jego obecna jest złą kobietą, niszcząco wpływa na jego życie. Może i tak, ale częściej po prostu wygodnie Ci jest wierzyć, że tak jest, bo to pozwala usprawiedliwić Twoje plany "odbicia" go. Uważasz, że w ten sposób pomożesz mu wyrwać się ze szponów tej złej kobiety. Najczęściej jednak w głębi duszy wiesz, że ta kobieta jest w porządku, ale na siłę wyszukujesz jej wady, żeby usprawiedliwić Twoją chęć odbicia go. Ale kiedy zdecydujesz się na działanie w tym kierunku, najprawdopodobniej koszmar dopiero się zacznie. Czy on w ogóle Cię zechce? Jeśli nie jesteś pewna, to podejmujesz pewne ryzyko. Czy on kocha swoją obecną kobietę? Jeśli tak, to prawdopodobieństwo koszmaru wzrasta. Ma z nią dzieci? Jeśli tak, to koszmar jest pewny. Wasz związek najprawdopodobniej nie przetrwa procesu jego rozstania z tą kobietą, związanego z tym stresu i napięcia. Pokłócicie się i taki będzie finał. Zrobisz więcej złego niż dobrego i, co najgorsze, jeżeli jesteś poczciwą osobą, będziesz tego mocno żałować. On również. Spowodujecie tragedię.


A może on już nie kocha swojej obecnej kobiety? Jeśli tak jest, to tym bardziej, dla Twojego własnego dobra, nie powinnaś go jej odbijać. Po co Ci facet, który już kiedyś obiecywał kobiecie ją kochać i przestał? Wiedz, że jeśli przestał kochać swoją kobietę, to Ciebie również przestanie.


A teraz druga rzecz, którą możesz zrobić. Nie musisz go odbijać. "A co innego mogę zrobić?" - możesz zapytać. Otóż, masz jeszcze jedno wyjście. Możesz stać się jego drugą kobietą!


Nie, nie mam na myśli tego, żebyś była jego drugą kobietą w ukryciu, czyli jego kochanką. Taki układ jest toksyczny i destrukcyjny. Na coś takiego nigdy nie powinnaś się zgodzić.


Mam na myśli to, abyś została jego drugą kobietą, podczas gdy ta pierwsza będzie o tym wiedziała i taki układ akceptowała. Zszokowana? Z pewnością. Myślałaś kiedyś o tym? Raczej nie. Pewnie sądzisz, że to kompletnie niedorzeczne, a myślisz tak, ponieważ odkąd byłaś małą dziewczynką, wmawiano Ci, że tak nie może być. Ale tak może być! Nie możesz stać się oficjalnie jego drugą żoną w sensie stanu cywilnego, ponieważ jest to sprzeczne z obowiązującym w Polsce prawem. Ale możesz być jego drugą kobietą. Skoro prawo nie zabrania posiadania mu ukrytej kochanki, to nie zabrania też oficjalnej kochanki, prawda?


Wiem, że może być Ci trudno zaakceptować coś takiego. Ja to zupełnie rozumiem. Podejrzewam, co możesz teraz czuć. Proponuję Ci czytać tego bloga i rozważać wszystko w swoim sercu.


Fakty są takie, że mężczyźni są poligamiczni, ale skrzętnie to ukrywają, tworzą gąszcz pozorów. Nic nie poradzimy na to, że znaleźliśmy się w takim świecie - świecie, w którym pozory stały się normą, a to, co normalne, zostało zepchnięte poza margines. Monogamiczność mężczyzn jest takim właśnie pozorem. Faceci udają, że jest inaczej, choć znają obłudę swojego postępowania. Właściwie każdy mężczyzna, jakiego znam, wypiera się swojej poligamiczności. Bez przerwy podkreśla, że kocha tylko jedną. Już sam fakt mówienia o tym ciągle powinien zastanawiać. Jeżeli coś jest faktem, nie ma potrzeby tego "wyczarowywać" ciągle słowami. Ci sami mężczyźni oglądają się ciągle za innymi kobietami, flirtują z nimi, rozmawiają o nich z kolegami. Po co to robią, skoro są tacy monogamiczni i kochają tylko jedną? ;)

Tak więc natura mężczyzny, droga zakochana w "zajętym" facecie, jest po Twojej stronie. I co teraz robić? Oczywiście zakładamy, że taki układ Ci pasuje.

Po raz kolejny musisz się zastanowić, czy ten człowiek jest Tobą zainteresowany albo czy będzie Tobą zainteresowany. Jeśli nie, to nie ma sensu się w nic angażować. Jak to sprawdzić? Otóż, mężczyźni - zajęci żonaci czy samotni, zawsze wysyłają mikrosygnały w kierunku kobiety, która wzbudza ich zainteresowanie. To są różne rzeczy. Jeśli się widujecie, to zauważysz specyficzny sposób, w jaki na Ciebie patrzy. Będzie starał się nawiązać z Tobą kontakt wzrokowy i słowny. Przykłady można by mnożyć. Sama zresztą będziesz to czuła.

Istnieje jednak problem, i to problem niemały. Po pierwsze, poglądy tego faceta muszą zezwalać mu na dwie kobiety na raz. Teoretycznie każdy by chciał, ale bardzo niewielu jest takich, którzy się do tego przyznają i są gotowi na związek z dwiema kobietami w praktyce. Po drugie, jego kobieta musi się na to zgadzać. Podczas gdy spełnienie pierwszego warunku nie jest takie trudne, tak drugi warunek graniczy z niemożliwością.

Zacznijmy od faceta. Mogę powiedzieć trochę ze swojego doświadczenia. Jeszcze będąc świętoszkowatym chrześcijaninem (czego się niezwykle wstydzę) ostro zwalczałem teorię i praktykę poligamii. Ale to się zmieniło. Aby się dowiedzieć, jak to się stało, kliknij tutaj. Na dzień dzisiejszy akceptuję poligamię teoretycznie. Jestem jej zwolennikiem. Jakkolwiek może się to wydawać dziwaczne, uważam, że poligamia jest zdrowa i powinna być normalnie i legalnie praktykowana. Faceta łatwo jest przekonać. Skoro takiego betona jak ja się dało, to każdego się da.


Zostaje kobieta pozostająca w związku z tym facetem. To jest trudny orzech do zgryzienia. To jest mission impossible. Żyjemy w kulturze, która została brutalnie wypłukana z najmniejszego nawet wspominania o poligamii. Jeśli już się o tym modelu rodziny wspomina, to są to same negatywne rzeczy, a większość z tych rzeczy to mitologia, bajki, przesądy i uprzedzenia. W książkach, filmach, serialach, programach telewizyjnych i w audycjach radiowych przekazuje się "ideał" miłości monogamicznej, poligamię natomiast potępia się i dyskredytuje. Trudno jest więc przekonać kogoś, że jest inaczej.


Wracamy do obecnej kobiety zajętego faceta, w którym jesteś zakochana. Jeszcze raz to stwierdzę - trudny orzech do zgryzienia. Proponuję zacząć od nawiązania relacji z tą kobietą. I tutaj nic nie podpowiem - sposób skontaktowania się pozostawiam Tobie, bo każda sytuacja jest inna. W każdym razie - poznajcie się a następnie zaprzyjaźnijcie. Bez tego ani rusz. Musisz stać się jej przyjaciółką. To może Ci się teraz wydawać trudne lub wręcz nieprawdopodobne, ale nie da się obejść tego kroku. Nie możesz iść dalej, jeżeli tego nie osiągniesz. Oczywiście w okresie nawiązywania przez Was dwie relacji przyjacielskich nie ma mowy o jakiejkolwiek intymności z tym mężczyzną. Rozmowy, spotkania w obecności jego kobiety - owszem, ale nie możecie nic robić między sobą w ukryciu.

Załóżmy teraz, że udało Ci się z nią zaprzyjaźnić. To oznacza, że spędzacie ze sobą dość dużo czasu. Często się spotykacie. Ty oczywiście wciąż chcesz zaangażować się w związek z tym facetem. Skoro Ty i jego kobieta jesteście bliskimi sobie osobami, to możecie zacząć o tym jakoś delikatnie rozmawiać. Oczywiście sposób prowadzenia takiej rozmowy pozostawiam Tobie. To Ty znasz sytuację; to Ty znasz tego faceta i tę kobietę; to Ty wiesz najlepiej, jak się do tego zabrać. Przede wszystkim każde z Was musi być dojrzałe i w sposób dorosły do tego podejść, potraktować to niezwykle poważnie. Każde z Was musi być mądre i otwarte na nowe idee.

No i na tym etapie bardzo trudno mi jest powiedzieć, co będzie działo się dalej. Po prostu nie można tego przewidzieć. Jedno, co mogę poradzić: "Zaprzyjaźnij się z kobietą faceta, w którym jesteś zakochana i pogłębiaj tę przyjaźń". To jest najważniejsze. Niech ten okres nawiązywania relacji z kobietą trwa długo. Niech trwa możliwie jak najdłużej. To pozwoli sprawdzić dwie rzeczy: czy Twoje uczucie do niego jest trwałe oraz czy masz dobre intencje. Już tłumaczę, o co mi chodzi... Jeśli Twoje uczucie to tylko przelotna "miłostka", krótkotrwałe zauroczenie, to coś takiego wygaśnie w czasie. Ale zyskasz przyjaciółkę w postaci tej kobiety :) To jest bezwzględnie wielka korzyść. A w jaki sposób przeciągający się okres nawiązywania relacji z kobietą tego zajętego faceta może pokazać Twoje intencje? Otóż, chodzi mi o to, że jeżeli robisz to wszystko z czystej przebiegłości, to nie będziesz w stanie przyjaźnić się z tą kobietą. To nie wypali, jeśli jesteś nieuczciwa.

Cóż więcej powiedzieć... Nie ma co mówić więcej. Teraz trzeba przekuć słowa w czyn...

sobota, 7 lipca 2012

"Problem" z biblijnym wyrażeniem "ci dwoje będą jednym ciałem"


Celowo ująłem słowo "problem" w cudzysłów, ponieważ nie jest to żaden problem. Przeciwnicy poligamii myślą, że owo biblijne określenie występujące w kilku wersetach jest w ich rękach zabójczą bronią w argumentacji na rzecz teorii "tylko jedna żona i tylko jeden mąż". Jakże bardzo się mylą...

Pozwolę sobie zacytować fragment Księgi Rodzaju, który mam na myśli:

"Mężczyzna opuści swojego ojca i swoją matkę
i przylgnie do swojej żony.
I ci dwoje będą jednym ciałem"

I tu wkraczają apologeci monogamii i stwierdzają: "Widzisz? Biblia mówi, że dwoje będą jednym ciałem. Dwoje, a nie troje albo czworo albo pięcioro. Widzisz, Pawle? Tu Cię mamy. Nie wybronisz się już. Ten fragment jednoznacznie mówi, że tylko dwie osoby mogą być w małżeństwie. Koniec dyskusji". A wręcz przeciwnie, robaczki. Dyskusja dopiero się zaczyna.

Oczywiście pobieżnie patrząc można by dojść do wniosków takich jak powyższe. Zrodziła się nawet cała teoria, że małżeństwo ma dążyć do zjednoczenia dwóch osób w jedną osobę, bo "przecież Biblia mówi, że dwoje staną się jednym ciałem". Ale musimy pamiętać, że słowa z Księgi Rodzaju, które przytoczyłem nie zostały napisane po polsku, ale po hebrajsku. "Co to zmienia? Przecież mamy to przetłumaczone na polski" - ktoś mógłby stwierdzić. Otóż, problem tłumaczenia znaczenia zdań w języku hebrajskim nie ogranicza się do literalnego, czyli dosłownego przełożenia z tego języka na jakiś współczesny. Nie. Problem jest głębszy. Jeśli chcemy poznać znaczenie niektórych hebrajskich wyrażeń, musimy się bardziej wysilić. Musimy sprawdzać to w profesjonalnych słownikach, a jeśli do takich nie mamy dostępu, to należy się sprawdzić, w jakich innych miejscach tekstu występuje dana fraza i w ten sposób wywnioskować znaczenie.

Tak też jest w przypadku wyrażenia "dwoje będą jednym ciałem". Czy występuje ono w Biblii w jakimś innym miejscu? Tak. Przytoczony fragment Księgi Rodzaju jest kilkakrotnie cytowany w Ewangeliach. Ale jest jeszcze jeden tekst, o którym często się zapomina, a mianowicie fragment Pierwszego Listu Pawła do Koryntian 6:16-17:


Albo czyż nie wiecie,
że ten, kto łączy się z nierządnicą,
stanowi z nią jedno ciało?
"Będą bowiem" - jak jest powiedziane - "dwoje jednym ciałem".
Ten zaś, kto się łączy z Panem,
jest z Nim jednym duchem.

(Biblia Tysiąclecia -
nie jakaś "inna" Biblia,
ale taka, która jest u Twojego księdza na półce)


Widzimy to? Ten, kto współżyje z prostytutką, stanowi z nią jedno ciało i to nie ja to pierwszy powiedziałem, ale inny Paweł - apostoł Mesjasza. Czyli, jeżeli ktoś idzie uprawiać seks z prostytutką, stanowi z nią jedno ciało. A przecież, jeśli ktoś już korzysta z usług prostytutek, to raczej nie jest wierny jednej, ale uprawia seks z różnymi. A pomimo to Biblia mówi, że ten, kto łączy się z nierządnicą, stanowi z nią jedno ciało. Z tego wniosek, że można być jednym ciałem z więcej niż jedną kobietą, a nie tylko z jedną. O co więc chodzi z tym "stanowieniem jednego ciała"? Ano, chodzi o to, że wyrażenie "dwoje będą jednym ciałem" oznacza nie mniej nie więcej niż zwykłe współżycie seksualne. Jeśli hebrajczyk mówił, że "ci dwoje stali się jednym ciałem", to miał na myśli, że jakieś dwie osoby połączyły się w akcie seksualnym. I w tym przypadku rzeczywiście mogą być tylko dwoje. Nawet jeśli myślimy o manage a trois, to i tak w danej chwili tylko dwoje mogą być zespoleni. Chyba nie trzeba wyjaśniać dlaczego tak jest?

Widzimy, że przytoczony fragment z Księgi Rodzaju, a właściwie wyrażenie "ci dwoje będą jednym ciałem" nie może być argumentem przeciwko poligamii, ponieważ on nie mówi o monogamicznym małżeństwie, tylko o seksie, a seks można uprawiać raz z tą, a raz z inną kobietą.