Grupa Facebook'owa "Dwie plus jeden"

Wszystkich zwolenników poligamii zapraszam do członkostwa w grupie "Dwie plus jeden" na Facebooku, której jestem założycielem i administratorem.

https://www.facebook.com/groups/dwiaplusjeden/




środa, 28 listopada 2012

Czy Paweł Szulik chce mieć drugą żonę?

Moi czytelnicy przyzwyczaili się już do mojej szczerości i otwartości. Jednych to denerwuje, inni to podziwiają. I takie i takie głosy otrzymuję.

Kiedy rozmawiam z ludźmi o poligamii, często zadają pytanie, czy ja również chciałbym mieć drugą żonę. Robią to, bo mają dziką nadzieję, że zacznę się wykręcać i to będzie oznaczało ich wygraną w dyskusji. A ja się nigdy nie wykręcam i mówię otwarcie i bez cienia zażenowania: TAK, CHCIAŁBYM MIEĆ DRUGĄ ŻONĘ.

Wtedy nie dają za wygraną. Zostaje im jeszcze jedna deska ratunku. Pytają: "Ciekawe co by było, jakby się Twoja żona o tym dowiedziała?". A ja, bardzo spokojnie, z lekkim uśmiechem odpowiadam: MOJA ŻONA JUŻ DAWNO TO WIE.

Wtedy ostatkiem sił mówią: "To musi być straszne. Pewnie nie najlepiej się Wam układa". Wtedy z jeszcze większą satysfakcją odpowiadam: "Nasze małżeństwo ma się jak najlepiej. Z każdym dniem kochamy się coraz mocniej". W to oczywiście moi rozmówcy nie wierzą, bo ich zamknięte umysły im niestety na to nie pozwalają, lecz jest to najszczersza prawda.

Otóż tak. Moja żona zna moje poglądy. Wie, że nie jest jedyną kobietą na świecie, którą uważam za piękną i wartościową. Gdybym tak mówił, kłamałbym. Każdy facet, który mówi swojej kobiecie, że tylko ona mu się podoba i tylko ona jest wyjątkowa, jest zwyczajnym obrzydliwym łgarzem. Znam facetów, którzy tak właśnie oszukują żony, a kiedy są sam na sam z kolegami, mają zgoła inne zdanie. Ja postanowiłem, że nie będę utrzymywał najukochańszej osoby w iluzji. Nie będę jej przedstawiał świata, który nie istnieje. Wierzę, że należy mówić prawdę, bo jedynie żyjąc w prawdzie można odnieść sukces w życiu.

Nasza miłość jest dzięki temu bardziej dojrzała i moja żona lepiej rozumie moją miłość do niej. Nie muszę zniżać się do poziomu gówniarza, jak to robi większość mężczyzn, i tłumaczyć się z każdego spojrzenia w oczy innej kobiecie. Moja żona wie, że jej nie zdradzę. Skąd to wie? Bo kiedy zainteresuje mnie inna kobieta, to moja żona o tym od razu się dowie.

Większość kobiet takiego komfortu nie ma. Dlaczego? Bo ich mężczyzna codziennie mówi im to, co nie jest prawdą. One podświadomie to wiedzą i instynktownie im nie ufają. Tak rodzą się podejrzenia o zdradę, domysły, itd. Moja żona jest totalnie od tego wolna.

Powtórzę: TAK, CHCĘ MIEĆ DRUGĄ ŻONĘ. Jednak należy tutaj dodać kilka słów wyjaśnienia.

Chciałbym mieć drugą żonę w sensie zarejestrowanego związku, ale nie chcę łamać polskiego prawa. Polskie prawo zabrania rejestrowania drugiego związku małżeńskiego. Ale...

Ja rozumiem inaczej słowo mąż i żona. Dla mnie mężczyzna zostaje mężem kobiety, a kobieta zostaje żoną mężczyzny, w momencie, kiedy czynią wobec siebie konkretne zobowiązania wspólnej przyszłości, ogłaszają to w jakiś sposób społeczności, w której żyją, i zaczynają mieszkać razem. W mojej filozofii życia ślub jest rzeczą zupełnie zbędną. Nie potrzebuję ślubu, żeby móc kobietę traktować jak żonę. Wielu ludzi ma ślub i nie traktuje się jak mąż i żona powinni się traktować, co wskazuje, że ślub dobrego małżeństwa nie gwarantuje. Z drugiej strony znam ludzi, którzy żyjąc w tzw. konkubinacie, traktują się o wiele lepiej niż większość znanych mi małżeństw.

Czy polskie prawo zabrania mieszkania pod jednym dachem jednemu mężczyźnie i dwóm kobietom? Nie, nie zabrania. W przeciwnym wypadku policja wyprowadzałaby w kajdankach wielu studentów z mieszkań, które wynajmują we trójkę (facet i dwie kobiety).

Podsumowując tę kwestię: Chcę mieć drugą żonę, ale nie mam zamiaru tego związku rejestrować. Nie mogę tego zrobić, nie muszę i nie chcę.

Fakt, że chcę mieć drugą żonę nie oznacza, że chcę zostawić pierwszą. Absolutnie nie chcę tego zrobić - nie wyobrażam sobie życia bez mojej żony.

Fakt, że chcę mieć drugą żonę nie oznacza, że mojej obecnej żony nie kocham. Kocham ją bardzo mocno, lecz jestem gotowy nie mniej kochać tę drugą. Miłość nie jest ograniczona. Gdyby tak było, rodzice nie mogliby kochać więcej niż jednego dziecka. Powiesz: "Żona i dziecko to nie to samo". Zgadzam się, to nie dokładnie to samo, ale w obu przypadkach chodzi o miłość, nieprawdaż? Tobie to się nie mieści w głowie, ale to jest problem wyłącznie Twojej głowy.

Fakt, że chcę mieć drugą żonę nie oznacza, że nie jestem zadowolony z jakości życia seksualnego. Wręcz przeciwnie - jestem bardzo zadowolony, co nie oznacza, że nie mogę być zadowolony z życia seksualnego z inną kobietą. Większość mężczyzn ma zdecydowanie większe potrzeby seksualne niż większość kobiet. Oczywiście są wyjątki, ale w przypadku mojego małżeństwa jest standardowo. Dlaczego jako mężczyzna miałbym wybierać pomiędzy: męczeniem mojej żony nadmierną ilością seksu, masturbacją i wstrzemięźliwością. Chciałbym mieć jeszcze czwarty wybór, a mianowicie drugą żonę o podobnych do mojej obecnej żony potrzebach seksualnych. Wtedy wszyscy bylibyśmy zaspokojeni w sam raz. Dla Ciebie jest to oczywiście śmieszne, a może nawet żenujące, ale skoro tak jest, to znaczy, że musisz dojrzeć do rozmów na dorosłe tematy.

Fakt, że chcę mieć drugą żonę nie oznacza, że jestem znudzony życiem i chcę się "pobawić" w poligamię. Takie rzeczy zakładają z góry jedynie osoby bardzo ograniczone emocjonalnie i intelektualnie. Po prostu uważam, że jeśli człowiek może korzystać z większej ilości dostępnych na świecie darów Bożych, to nie powinien sobie tego odmawiać w imię źle pojętej wierności.

Na tym skończę. Dla większości z Wam to pewnie i tak zbyt dużo. Pozdrawiam.

Co jest gorsze: mieć kochankę czy drugą żonę?

Pewnie powiesz: "I jedno i drugie jest złe". Ale kiedy głębiej się nad tym zastanowisz, z pewnością stwierdzisz, że z dwojga złego, gorzej jest mieć drugą żonę.

Ciekawe jest to, że kiedy w Polsce mówi się o problemie zdrad w małżeństwie, to co prawda oburzamy się, ale nie jest to oburzenie porównywalne z tym, do którego dochodzi, kiedy mowa o poligamii. Kiedy mowa o zdradach - oburzamy się; kiedy mowa o poligamii - oburzamy się zdecydowanie bardziej.

A ja pytam: Dlaczego oburzamy się bardziej na poligamię niż na zdradę? Czy nie powinno być odwrotnie?

W obu przypadkach dochodzi do współżycia jednego mężczyzny z więcej niż jedną kobietą (rozpatrujemy taki przypadek, bo właśnie poligynii, czyli związkowi jednego mężczyzny z jedną kobietą, poświęcony jest ten blog). W zdradzie dochodzi element kłamstwa. W poligamii nie ma kłamstwa, ponieważ obie kobiety wiedzą doskonale o swoim istnieniu.

Ktoś może powiedzieć, że poligamia jest gorsza, bo kobiety są manipulowane. Tak? Doprawdy?!

Po pierwsze, utrzymuję kontakty z pewną poligamiczną rodziną z USA, i wiem na pewno, że żadna z kobiet nie czuje się manipulowana. Każda chciała od początku być w poligamicznej rodzinie, zanim jeszcze poznała męża. Żadna nie została w poligamię wmanipulowana, ponieważ mając możliwość życia w monogamii, jednak wybrała poligamię. Kobiety te żyją więc w poligamii, ponieważ TEGO CHCĄ - jakkolwiek dziwnie może to brzmieć w Twoich uszach. Oczywiście zakładasz, że ŻADNA kobieta żyjąca w poligamicznym związku NIE CHCE tego, w czym żyje, ale pozwól, że to te kobiety wypowiedzą się same za siebie. Nie wiesz lepiej niż one, czy tego chcą czy nie. Na pewno myślisz, że tego nie chcą i kłamią. W takim razie: po pierwsze - nie mają żadnej korzyści z tego kłamstwa, więc nie mają motywu; po drugie - gdyby w sądach sędzia zakładał, że wszyscy świadkowie kłamię, to zeznania byłyby niepotrzebne - wszak sędzia i tak wiedziałby lepiej. Czy nazwałbyś takiego sędziego sprawiedliwym? Z pewnością nie. Ty bądź więc sprawiedliwym sędzią w tej sprawie i uznaj, że te kobiety mówią prawdę.

A poza tym: Jak facet sypia z żoną i kochanką, to żadna nie jest manipulowana, tak?! Myślę, że wtedy obie są lepiej i zręczniej manipulowane niż w poligamii. Facet musi nieźle się starać, żeby jedna o drugie się nie dowiedziała. Musi działać niezwykle, żeby spotykać się z jedną tak, by druga o tym nie wiedziała i na dodatek, aby niczego nie podejrzewała. W przypadku zdrady manipulacja przebiega ze zdwojoną siłą.

W przypadku zdrady każda z kobiet jest stale okłamywana, że nadejdzie dzień, kiedy facet rozstanie się z tą drugą, a ona będzie tą jedyną. W poligamii jest rzeczą jasną, że mężczyzna będzie z obiema. Czasami w przypadku zdrad jest tak, że facet w końcu jedną z kobiet zostawia - w poligamii nie zostawia żadnej.

W tym momencie nie chodzi mi o obronę poligamii (której jestem oczywiście gorącym zwolennikiem), ale o zwrócenie uwagi na to, że jeśli nas oburza, to zdrada powinna nas oburzać bardziej. A jednak w polskim społeczeństwie jest odwrotnie...

sobota, 24 listopada 2012

Niesprawiedliwość prawa

Zawsze, kiedy rozmawiam z kimś na temat poligamii, słyszę już w pierwszych zdaniach, że poligamia jest w Polsce (i wielu innych krajach) nielegalna. Nie można mieć legalnie zarejestrowanych związków z dwiema lub więcej żonami. Cytuję za Wikipedią:
Polsce bigamia jest czynem zabronionym stypizowanym w art. 206 Kodeksu karnegokaralne jest zawieranie małżeństwa pomimo pozostawania w związku małżeńskim. Jeżeli druga osoba ma świadomość, że zawiera związek małżeński z osobą niebędącą stanu wolnego, to odpowiada razem z nią jako podżegacz lub pomocnik.
Już próba zawarcia drugiego związku małżeńskiego zostanie ukarana, nie mówiąc już o chęci zawarcia większej ilości związków. Podsumowując tę część: w Polsce nie można mieć zarejestrowanych dwóch lub więcej związków.

Prawo jest jednak niekonsekwentne. Nie ma bowiem w nim mowy (a przynajmniej ja nie posiadam takiej informacji) np. o konkubinacie mężczyzny z więcej niż jedną kobietą. Kodeks karny nie widzi problemu w tym, że jeden mężczyzna mieszka, sypia i współżyje z więcej niż jedną kobietą. Problem jest tylko wtedy, kiedy zechce oba te związki zalegalizować. Legalizacja jest tu słowem-kluczem. Możesz robić wszystko, ale nie możesz mieć papierka, że obie są Twoimi żonami.

Jeszcze inny przykład: Mężczyzna miał żonę. Z tą żoną ma dzieci. Poznał inną kobietę. Z tą inną kobietą ma dzieci. Ma teraz dzieci z obiema tymi kobietami. Prawo nie widzi w tym problemu, dopóki ów mężczyzna płaci alimenty i dopóki obie te panie nie są jego żonami. Prawo nie widzi problemu, jeśli dzieci obu kobiet się znają, bawią się razem na placu zabaw, wszystkie mówią do jednego mężczyzny "tato". Dla prawa ważne jest tylko, aby obie te kobiety nie były jego żonami. I prawo nie jest zainteresowane tym, czy te kobiety tego by chciały, tzn. czy chciałyby mieszkać pod jednym dachem z tym mężczyzną i być jego żonami. Nawet gdyby tego chciały, to i tak nie można tego zrobić.

Niektórzy twierdzą, że dobrze jest mieć w Polsce zakaz bigamii, bo taki zakaz przeciwdziała szerzeniu się niemoralności. "Dupa, dupa, dupa, dupa, dupa" - jakby to powiedział Ferdynand Kiepski. Prawo, jak widać, wypełnia swój obowiązek przeciwdziałania szerzeniu się niemoralności dość wybiórczo: nie ściga trójki studentów (jednego pana i dwóch pań), którzy mieszkają pod jednym dachem i uprawiają seks w trójkę każdego wieczoru; nie ściga pana, który ma pięcioro dzieci - każde z inną panią; nie ściga pana, który ma żonę i pięć pań na boku, z którymi regularnie współżyje i mieszka, kiedy jest na delegacji...

Jak widać prawo jest dość niesprawiedliwe i niekonsekwentne. Kieruje się ono zasadą: "Można, dopóki tego nie widzę". A musicie Państwo wiedzieć, że jest wiele związków jednego pana i więcej niż jednej pani, gdzie wszyscy zgadzają się na taki stan rzeczy i bardzo chcieliby widnieć w papierach jako legalne małżeństwo i nie mogą. Bardzo chcieliby wspólnie wychowywać dzieci, a nie mogą. Prawo niestety im na to nie pozwala. Pozwala natomiast bez cienia sprzeciwu na sytuację, w której tatuś płodzi dzieci pięciu mamusiom, byleby tylko z nimi nie mieszkał i byleby płacił alimenty. Czy ta ostatnia sytuacja nie jest oby patologiczna? Owszem, jest. Ale na taką akurat patologię prawo polskie pozwala...