Grupa Facebook'owa "Dwie plus jeden"

Wszystkich zwolenników poligamii zapraszam do członkostwa w grupie "Dwie plus jeden" na Facebooku, której jestem założycielem i administratorem.

https://www.facebook.com/groups/dwiaplusjeden/




niedziela, 17 lutego 2013

Historia pewnej trójki - rozważania o poligamii


Załóżmy następującą sytuację...

Jest sobie małżeństwo. Porządny, odpowiedzialny, mądry i przystojny facet (tak, tacy istnieją wbrew głupiej, obiegowej opinii, a to że takiego nie poznałaś to już wyłącznie Twój problem) kochający wyjątkową, uroczą, słowem: cudowną, kobietę. Tworzą ze sobą stały, szczęśliwy związek. To trwa od lat. Są ze sobą na dobre i na złe. Jedno bez drugiego nie wyobraża sobie życia.

Nagle na horyzoncie pojawia się kobieta. Powiedzmy, że jest to koleżanka żony. Żona poznała ją u kosmetyczki, a że miło im się rozmawiało, to umówiły się na kawę, potem na drugą kawę, a potem koleżanka przyszła do domu naszego małżeństwa. Początkowo spotykają się tylko co pewien czas: mąż, żona i jej koleżanka. Wraz z upływem czasu okazuje się, że ta kobieta stała się przyjaciółką żony. Zrodziła się między nimi naprawdę wyjątkowa więź. Dlatego też ta kobieta gości w domu tego małżeństwa coraz częściej.

Siłą rzeczy mąż zaczyna poznawać tę kobietę coraz bardziej. Zaczyna rozumieć, dlaczego stała się przyjaciółką jego żony: jest wrażliwa, mądra, błyskotliwa, empatyczna i... piękna. To ostatnie jest mu najtrudniej przyznać. Może rozmawiać z żoną o tej koleżance i mówić o niej w superlatywach, byleby nie powiedział, że jest PIĘKNA. Dlaczego pośród nas tak jest? Mam na myśli nasze społeczeństwo. Zastanawiałeś się kiedyś nad tym? Możesz powiedzieć swojej żonie/narzeczonej/dziewczynie (niepotrzebne skreślić), że jakaś tam kobieta jest mądra, zaradna, wrażliwa i prawdopodobnie Twoja kobieta nie będzie zazdrosna. Ale kiedy powiesz o innej kobiecie, że jest PIĘKNA, to z całą pewnością nastąpi reakcja negatywna. Mnie to dziwi, ponieważ kobiety rzekomo chcą być kochane i podziwiane przez nas przede wszystkim za ich wnętrze. Dlaczego więc nie są zazdrosne, kiedy podziwiamy wnętrze innych, a są zazdrosne, kiedy podziwiamy wygląd innych? Przecież rzekomo wygląd jest mniej ważny...

Tę wewnętrzną sprzeczność można wyjaśnić. (Wiem - wydaje Ci się, że odbiegamy od tematu, czyli historii naszej trójki, ale od razu musisz wiedzieć, że ta hipotetyczna historia jest jedynie tłem do naszych rozważań). Jak więc wyjaśnić ową sprzeczność? Zachodzi tutaj po prostu konflikt pomiędzy prawdziwą naturą człowieka a jego wyuczoną osobowością; walka pomiędzy tym, kim jesteśmy naprawdę, a tym, kim kazano nam być; zmaganie pomiędzy tym, co czujemy, a tym co zgodnie z normami powinniśmy czuć; wojna pomiędzy prawdą a fałszem.

Zawsze namawiam mężczyzn i kobiety do bycia szczerym z samym sobą. Nasza kultura jest jaskrawym przykładem tego, że można być obłudnym nawet wobec samego siebie. Kiedy zacząłem moją wędrówkę w głąb mojego serca i umysłu, odkryłem, jak bardzo często sam siebie oszukiwałem, tłumiłem swoje prawdziwe uczucia i opinie. Odkrywałem, że o jakiejś sprawie myślę zupełnie inaczej niż sądziłem. Jak to możliwe. Otóż, często wmawiamy sobie samym pewne rzeczy. "Kłamstwo powtarzane sto razy staje się prawdą" - jedyna prawda wypowiedziana przez wierutnego kłamcę Goebellsa. Jednak w sytuacjach stresowych lub w pewien sposób wyjątkowych, wychodzi z naszych ust to, co tak naprawdę myślimy. W takich właśnie chwilach dzieje się tak dlatego, że puszczają hamulce naszego wyszkolonego przez społeczne normy umysłu. Często na przykład mówimy ludziom prawdę podczas sprzeczki. Dlaczego? Bo nie mamy czasu na zastanawianie się nad każdym słowem, więc mówimy to, co tak naprawdę myślimy. Zdarza się, że potem znowu wikłamy się w kłamstwo mówiąc, że nie mieliśmy na myśli tego, co zostało powiedziane, ale spójrzmy prawdzie w oczy: w większości przypadków jest tak, że właśnie to mieliśmy na myśli!!

Uprzedzę Twoje pytanie: Tak, niektóre uczucia i opinie należy tłumić - te złe. Ale nie wszystkie uczucia i opinie, które nauczono nas tłumić są złe. Czasami nawet nie zastanawiamy się, dlaczego coś jest złe. Z góry zakładamy, że tak jest i już, jakże często nawet się nad tym nie zastanawiając nawet przez chwile. Zadaj sobie pytanie: Dlaczego to-i-to jest złe? Dlaczego tak uważam? Odpowiedz sobie na to pytanie. Następnie zarówno pytania, jak i odpowiedzi na nie zapisz w notatniku. To pozwoli Ci "przyjrzeć się" Twoim myślom i uczuciom. Zobaczysz, jaka to świetna przygoda. Będziesz zaskoczony wynikami tego eksperymentu. Ja byłem - nawet bardzo... Robię tak ciągle i jestem naprawdę zdumiony tym, jak wiele jest rzeczy, o których mam wyrobione zdanie, pomimo że nigdy się nad daną sprawą nie zastanawiałem.

Wróćmy do naszej hipotetycznej znajomości. Koleżanka, z którą mąż i żona się spotykają, jest samotna. O, przepraszam, ma "chłopaka", który niezbyt poważnie ją traktuje. Koleżanka niewiele o nim mówi. Dlaczego? - pytam. Przecież kiedy jest się z kimś wyjątkowym, mówi się o nim ciągle, chwali się jego charakter, osobowość, wygląd. A ona milczy. Jedyne, co małżeństwo wie, to że ten chłopak istnieje i jak ma na imię, ewentualnie czym się zajmuje. Tyle. Nic więcej. Nie wspomnę już o tym, że kiedy dorosła kobieta mówi, że ma "chłopaka" lub "faceta" to niestety rodzi to we mnie negatywne skojarzenia. Kiedy mówi "chłopak" kojarzy mi się z chłoptasiem, którego wysyła po zakupy. A kiedy mówi "faceta"... może daruje sobie pisanie, z czym mi się to kojarzy.

I mąż z żoną zastanawiają się, niezależnie od siebie, dlaczego taka fajna dziewczyna utknęła  (bo chyba tak to trzeba ująć) w związku z kimś, kto nie jest nikim wyjątkowym. Po co zadaje się z "chłopakiem", który widuje się z nią tylko wtedy, kiedy wychodzą gdzieś z jego znajomymi? Jaki jest cel rozwijania "związku" z kimś, kogo tak naprawdę nie interesuje Twoje życie i widuje się z Tobą tylko wtedy, kiedy mu pasuje? Ona być może się boi, że jak z nim się nie uda, to trudno będzie zawrzeć nową znajomość. Być może wierzy, że on się zmieni. A może wydaje jej się, że każdy mężczyzna taki jest? A może (znam jeden taki przypadek, ale akurat chodzi o mężczyznę) zaczęła się spotykać z tym, aby zapełnić pustkę po stracie byłego? Ani jedno, ani drugie, ani trzecie nie jest prawdą, a czwarte jest pozbawione sensu.

Co do pierwszego - jeżeli jesteś z kimś, ponieważ boisz się, że nie uda Ci się znaleźć nikogo lepszego, to Twój związek jest bez sensu. Marnujesz czas. Każdy powinien być tylko z taką osobą, która go uzupełnia. Jeżeli tak nie jest, to będziesz się z nim męczyć całe życie. Może więc warto zaryzykować i poszukać nowej znajomości? To nieprawda, że nikogo lepszego nie znajdziesz.

Co do drugiego - jeżeli żyjesz co dnia nadzieją, że on może się zmieni, to znaczy, że on nie odpowiada Ci takim, jakim jest dziś. Po co więc jesteś z osobą, która Ci nie odpowiada? Jaki jest sens dopasowywać go do Twoich oczekiwań? Czy warto czekać, aż się zmieni? A jeśli nigdy się nie zmieni? Czy nie lepiej być z kimś, kto już dzisiaj przynajmniej z grubsza Ci odpowiada?

Co do trzeciego - jeżeli jesteś z facetem, którego niezbyt interesuje Twoje życie, nie dba o Ciebie, nie traktuje Cię poważnie, a Ty myślisz, że każdy facet taki jest, to świadczy o tym, że masz zaburzone postrzeganie świata. Nie, nie każdy facet taki jest. Prawdę mówiąc większość taka jest, ale istnieje spora ilość mężczyzn, którzy wiedzą, jak kobiety potrzebują być traktowane i potrafią się o nie troszczyć. Czemu
masz być akurat z reprezentantem bylejakiej większości?

Co do czwartego - jeżeli jesteś z chłopakiem tylko dlatego, że chcesz zapełnić pustkę po stracie byłego... Hmmm... Nie zapełnisz swojej pustki w ten sposób, a poza tym mężczyzna, z którym akurat się spotykasz, nie jest Twoim partnerem, a jedynie narzędziem do Twoich celów, co nie jest zdrowe.

W życiu trójki osób, o których mówimy, wraz z upływem czasu, wiele się zmieniło. Ich wspólna koleżanka zaczęła się interesować mężem swojej przyjaciółki. Kiedy tak często się spotykają, ona zaczyna zauważać jego dobre cechy. Jest nim oczarowana. Mijają dni i tygodnie i w końcu przyznaje, że jest w nim zakochana. Nie że go kocha, ale że jest zakochana. Co teraz robić?

Ma chłopaka, a jest zakochana w mężu przyjaciółki... Kiedy widzi się z nimi (to znaczy z małżeństwem, o którym mowa w tej historii), ma okazje przebywać z mężczyzną odpowiedzialnym, opiekuńczym, potrafiącym podejmować trudne decyzje, odważnym, mądrym, przedsiębiorczym, itd. Kiedy widzi się ze swoim chłopakiem... cóż... nie może go określić tymi wszystkimi przymiotnikami. W porównaniu z mężem przyjaciółki jej chłopak wypada raczej blado. Takie są fakty. Trudno jej jest się zmierzyć z rzeczywistością.

Co robi? Kobiety instynktownie bronią "swoich" mężczyzn. Wmawiają sobie, że ich mężczyzna również jest w porządku i choć wiedzą, że tak nie jest, to jednak wygodnie jest im do tego przekonywać otoczenie i same siebie, oczywiście. Ale prawda stale dobija się zamknięta w zakamarkach świadomości, aż wreszcie ją taka kobieta wypuszcza na wolność.

Kobieta siedzi w zaciszu swojego domu. Skuliła się na łóżku. Lampka świeci w rogu pokoju. Myśli. Dużo myśli. Pozwala prawdzie przeniknąć swoją duszę. Nie, on nie jest wspaniały. Nie jest opiekuńczy. Nie będzie dobrym ojcem. Nie będzie o mnie dbał. Nie podoba mi się fizycznie.

Co teraz? Teraz są dwa wyjścia. Pierwsze: Ja też wspaniała nie jestem i nie zasługuję na lepszego. Nie każda ma mężczyznę swoich marzeń. Takiego wyboru najczęściej dokonują kobiety. To jest świadomy wybór, dlatego nie należy się nad nimi użalać za dwadzieścia lat, kiedy ich życie będzie horrorem bycia z kimś, kogo się nie kocha; bycia wyzutym z marzeń, które pogrzebał dokonany przed laty wybór pozostania z człowiekiem, który był byle kim.

Druga możliwość: Nie muszę z nim być do końca życia. Gdzieś tam jest ktoś taki, kto bardziej do mnie pasuje. Ale czy muszę szukać "gdzieś tam"? Przecież "tu i teraz" jest mąż mojej przyjaciółki...

ciąg dalszy nastąpi

czwartek, 14 lutego 2013

Rosnąca popularność tej strony

Ten wpis jest odpowiedzią na obserwowany przeze mnie stale rosnący wzrost popularności tej strony. Po prawej, lekko u góry widać "Licznik odwiedzin". Mamy wykres i liczbę osób, które do tej pory odwiedziły stronę. Zaznaczam, że wejścia z mojego komputera nie są naliczane, więc wartość ta przedstawia rzeczywiste odwiedziny. Google umożliwia mi także śledzenie tego, skąd i z jakich systemów operacyjnych i przeglądarek korzystają moi goście. I tu jest, ku mojemu wielkiemu zadowoleniu, bardzo różnorodnie. Mam też opcję przejrzenia, co ktoś wpisał w wyszukiwarkę, by dotrzeć w końcu na tego bloga. I tutaj również jest różnorodnie. Dziękuję wszystkim gościom :)

Dodatkowo skontaktował się ze mną przez GG (do czego zachęcam każdego - mój numer GG z prośbą o kontakt znajduje się u góry strony, zaraz poniżej tytułu) człowiek, który powiedział, że nie może się doczekać kolejnych wpisów na tym blogu.

To wszystko razem powoduje, że czuję się pobudzony do pisania dalej. W przygotowaniu jest już kolejny wpis. Niedługo ukaże się na łamach serwisu. Poświęcony jest on rozważaniu hipotetycznej relacji pomiędzy żoną, mężem, a ich koleżanką. Pozdrawiam.