Grupa Facebook'owa "Dwie plus jeden"

Wszystkich zwolenników poligamii zapraszam do członkostwa w grupie "Dwie plus jeden" na Facebooku, której jestem założycielem i administratorem.

https://www.facebook.com/groups/dwiaplusjeden/




niedziela, 24 listopada 2013

Nie z tego świata...

Na początku trzeba sobie powiedzieć jasno, że wszystko, co na tym świecie się dzieje ma podstawę w relacjach międzyludzkich. Gdyby ich nie było, ludzkość nic by nie osiągnęła. Podstawą cywilizacji są stosunki pomiędzy ludźmi i sposób, w jaki są regulowane. Społeczeństwo ustala pewne zasady, co do zawierania znajomości, przyjaźni, relacji partnerskich, narzeczeństw, małżeństw. Te zasady nie są oczywiście spisane, ale uczymy się ich od samego początku naszego życia. Obserwujemy świat, stawiamy pierwsze kroki, poznajemy te zasady punkt po punkcie, nawet nie zauważając, kiedy to się dzieje. W momencie, kiedy jesteśmy już dorosłymi ludźmi zasady dotyczące stosunków między ludźmi, wpajane nam od urodzenia, stanowią integralną część naszej osobowości. Rozumujemy na bazie tych aksjomatów, z góry ustalonych założeń. Wyciągamy wnioski, dedukujemy, rozważamy i dyskutujemy, ale to wszystko opiera się na wpojonych nam aksjomatach, które niezwykle rzadko kwestionujemy, a jeszcze rzadziej zauważamy.

Kiedy w naszym życiu pojawia się ktoś, kto poddał w wątpliwość ustalone z góry aksjomaty i żyje w oparciu o zupełnie inne zasady, wywołuje to w nas raczej gwałtowne emocje. Jest to dla nas istota nie z tego świata, dziwak, ekscentryk, osobliwość. Reagujemy różnie: wyśmiewamy to, obrażamy, nienawidzimy, czujemy do tego niechęć, odrazę, boimy się tego. Niejedni ulegają nawet pokusie zwalczania obcych im zjawisk. W najlepszym przypadku ludzie traktują takiego napotkanego ekscentryka jak eksponat w muzeum, wybryk natury lub małpę w cyrku, na którą nie zaszkodzi popatrzeć.

Ale bardzo niewielu zatrzyma się, by się zastanowić: Ten człowiek prezentuje zupełnie inne wartości nić moje. Ale czy są one złe? Czy moje są lepsze tylko dlatego, że są moje? Czy mam rację tylko dlatego, że wierzę w to, w co większość wierzy? Gdyby wielcy odkrywcy, filozofowie, myśliciele i naukowcy wszystkich wieków bali się myśleć inaczej niż przeważająca większość, ludzkość nigdy nie cieszyłaby się ich osiągnięciami. Czy mogę przejść wobec tego obok? A jeśli to "inne rozumowanie" jest słuszne? A co jeśli przyjmując to "inne rozumowanie" mogę uczynić moje życie szczęśliwszym?

Do osobliwości, o których mowa należą w naszym społeczeństwie ludzie, którzy akceptują poligamię. A jest tak, ponieważ akceptacja poligamii powoduje całkowitą rewolucję w świecie zasad moralnych i reguł określających stosunki międzyludzkie. Człowiek, który zaczyna akceptować poligamię, zaczyna czuć się obco w świecie, w którym narzucana jest monogamia, a reszta świata z kolei traktuje go jako obcego dla siebie.

No dobrze, a w jaki to sposób poligamia rewolucjonizuje postrzeganie świata? Na wiele sposobów, ale ja podam przykład z ostatniego tygodnia. Poznałem kobietę: ładną, kobiecą, zdolną, pracowitą. Zaczęliśmy rozmawiać. Odniosłem wrażenie, że bardzo dobrze nam się rozmawia, że miło nam spędzać ze sobą czas. Rozmawialiśmy na Gadu Gadu, nawet na chwilkę się spotkaliśmy. I dla mnie było w porządku. Ale dla niej nie. Ona zaczęła zauważać, że "jakoś dziwnie zacząłem się zachowywać". A co ją zdziwiło? Ano to, że wiedziała, że jestem żonaty, a zacząłem się do niej spoufalać. W jej głowie podniósł się alarm: "Ten facet jest zły. Ten facet ma żonę, a spoufala się do Ciebie. To nie dobrze tak robić. Ten facet jest zły...". To jest właśnie aksjomat myślenia, o którym wspomniałem powyżej, aksjomat na stałe wdrukowany w naszą duszę. Kobieta wychowana w kulturze poligamicznej patrzyłaby na tę sytuację zupełnie inaczej, nieprawdaż?

Dlaczego tak stwierdziła? Bo według wdrukowanego w nią aksjomatu żonaty mężczyzna myśli wyłącznie o swojej żonie, i ani mu w głowie inne kobiety. Tyle z dziedziny mitu. A teraz fakty: Drogie panie, mężczyźni, którzy myślą wyłącznie o swojej żonie i nie dostrzegają wokół siebie innych kobiet, NIE ISTNIEJĄ. Możesz tupać, krzyczeć, sprzeciwiać się, zedrzeć skórę z twarzy w odruchu buntu, tłuc głową w mur, ale to nic nie zmieni. Fakt, jest taki okres, zaraz po spotkaniu "kobiety swojego życia", kiedy mężczyzna rzeczywiście nie widzi poza nią świata, ale to stosunkowo szybko mija i wszystko wraca do naturalnego stanu rzeczy. A naturalny stan jest taki, że pomimo iż u boku mężczyzny jest najwspanialsza i najpiękniejsza kobieta świata, to i tak przynajmniej "zawiesi oko" na innej kobiecie, a najczęściej nie tylko "zawiesi oko", ale również zacznie z nią flirtować, a dość często skończy się to romansem małym lub dużym. Dość hipokryzji! Wszyscy wiecie, że taka jest prawda! Ale Ty, moja droga, jeśli myślisz, że istnieją rycerze na białym koniu, to jest tak tylko dlatego, że zostałaś metodycznie wyszkolona, żeby tak myśleć, lecz dobrze wiesz, że od czasu do czasu do Twojego baśniowego świata rodem z bajek Walta Disneya, przebijają się obrazy prawdziwej rzeczywistości, którą uparcie, dzień za dniem, negujesz na wszelkie możliwe sposoby. Ale Ty wciąż wierzysz, jeśli nie jesteś jeszcze w związku, że Tobie się taki rycerz przytrafi. Czytaj to bardzo uważnie i zapamiętaj na zawsze: NIC TAKIEGO CI SIĘ NIE PRZYTRAFI.

Ja nie chcę powiedzieć, że nie istnieją kochający i opiekuńczy mężczyźni, którzy oddają siebie, aby uszczęśliwić swoją żonę. Oczywiście, że istnieją. Znam takich wielu. Nie istnieją jednak mężczyźni, którzy nie fantazjują o innej kobiecie i nie wdali się przynajmniej raz w mały romansik w pracy lub gdziekolwiek indziej. Ja nie widzę w tym nic złego, kompletnie nic złego. Ponieważ nie ma w tym nic złego. Ale nie w Twoim świecie, prawda? W Twoim świecie to jest zbrodnia! W moim świecie to jest prawo natury. Ty żyjesz w świecie baśni, ja po prostu stąpam twardo po ziemi. Ty dążysz do osiągnięcia nieosiągalnego, ja staram się pogodzić się z faktami i nauczyć się z nimi żyć. Ty jesteś z tych, którzy budują tamy kosztem setek ludzkich tragedii, tamy, które rzeki i tak rozrywają. Ja jestem z tych, którzy budują tam, gdzie rzeki im nie zagrażają.

Ja nie udaję jak setki moich kolegów i znajomych. Nie wmawiam swojej żonie, że jest jedną jedyną, a potem nie idę na piwo z kolegami i nie obmacujemy wzrokiem innych kobiet. Ja jestem po prostu szczery. Moja żona już to rozumie i, co może Cię bardzo dziwić, nasz związek stał się przez to o niebo dojrzalszy. Wie, że jej nie opuszczę, kiedy spotkam inną. Wie, że nie będę jej oszukiwał, ponieważ kiedy poznam jakąś godną zainteresowania kobietę, od razu jej o niej powiem. Prawda wyswobodziła najpierw mnie, a potem ją, ze świata fantastyki i przeniosła do świata rzeczywistości. Dla Ciebie to może być absurdalna abstrakcja, ale takie są fakty.

Marzę, że nadejdzie dzień, kiedy ludzie odłączą się od Matrixa ścisłej monogamii, kiedy zrozumieją, że byli permanentnie okłamywani, że uwierzyli w tysiące razy powtarzane kłamstwo. Marzę o dniu, kiedy zrozumieją, że nie muszą już więcej słuchać tych niedorzeczności, że mogą tworzyć wspaniałe rodziny gdzie jest więcej niż jedna żona, gdzie dzieci są szczęśliwe. Znam takie rodziny. Takie rzeczy istnieją. Marzę, że nadejdzie dzień, kiedy spotkam kobietę i zainteresuję się nią, a ona nie powie mi, że "to nie wypada", "to nie przystoi", "tak nie można", "ale Ty masz żonę", itd., i nie powie tak nie dlatego, że jest kobietą lekkich obyczajów, ale będzie porządną i moralną damą. Marzę o dniu, kiedy system społeczny, zbudowany na wymyślonym w III wieku naszej ery kłamstwie o monogamii, przestanie istnieć. Marzę o dniu, kiedy nie będę już musiał czuć się jak kosmita tylko dlatego, że jestem normalnym mężczyzną. Marzę o dniu, kiedy ten nieprawdopodobny absurd i farsa wreszcie się skończy...