Grupa Facebook'owa "Dwie plus jeden"

Wszystkich zwolenników poligamii zapraszam do członkostwa w grupie "Dwie plus jeden" na Facebooku, której jestem założycielem i administratorem.

https://www.facebook.com/groups/dwiaplusjeden/




poniedziałek, 15 września 2014

Współżycie seksualne - tabu

Pogląd na seksualność w kulturze Zachodu bardzo się zmienia ostatnimi laty. Na szczęście wszystko zmierza w kierunku liberalizacji. Jeśli chodzi o 'te' sprawy poglądy przechodzą płynnie od purytańskich do tych zgodnych z naturą.
W naszych umysłach wciąż pozostaje piętno nauki Kościoła dotyczącej tzw. czystości seksualnej. Uczono nas, już kiedy byliśmy mali, że ludzkie narządy rozrodcze należą do zupełnie odrębnej kategorii niż reszta ciała. Mówiono, że to narządy wstydliwe, musimy je ukrywać, nie mogliśmy sie nimi bawić. Tak byliśmy kształtowani - właściwie każdy z nas. Kiedy dorastaliśmy 'te' sprawy stawały się coraz większym tabu. W prawie każdej rodzinie (a możemy śmiało tak założyć) rodzice nie rozmawiali z nami otwarcie o ludzkiej seksualności. A jeśli rozmawiali to widzieliśmy na ich twarzach zażenowanie. Ja miałem takie szczęście, że ojciec odpowiadał mi dojrzale na każde postawione przeze mnie pytanie. Ale większość nie miała tego szczęścia.
Myślicie, że dlaczego kiedy pojawiły się lekcje wychowania seksualnego, wszyscy się głupio śmiali, a nauczycielka opowiadała o tym z głupią miną? I my i ona czuliśmy zażenowanie.
Potem zrozumieliśmy, że to, co się 'tam' znajduje, może dostarczać niemało przyjemności. Nauczyliśmy się instynktownie 'to' obsługiwać. I czuliśmy się potem źle. Czytałem kiedyś artykuł, a byłem wtedy dorastającym chłopcem, że to złe uczucie wynika z tego, że zabawianie się 'tym' jest szkodliwe. Potem zrozumiałem, że czułem się źle, ponieważ wmawiano mi odkąd bylem mały, że to jest złe i tak wytresowano moją psychikę. Kiedy pojąłem, ze nie jest to złe, czerpałem z tego przyjemność pełnymi garściami. Spójrzmy na nazwy: masturbacja, onanizm, samogwałt. Takich nazw używano, kiedy z nami rozmawiano. Pierwsza jest twarda, ciężka, źle brzmi. Druga przywodzi na myśl biblijnego Onana i ma sugerować, że kiedy będziemy to robić, spotka nas cos naprawdę złego. Nazwa 'samogwałt' jest najbardziej niesamowita. Sugeruje bowiem, że gwałcisz samego siebie. Co za absurd! Jeśli  tego właśnie chcę, to nie jest to żaden gwałt! Ja wybieram, stosuję i popularyzuję określenie SAMOZADOWOLENIE. Zadowalam się i robię to sam. Proste. Nie czynię sobie krzywdy, nie robię niczego złego, sprawiam sobie przyjemność tak jak najbardziej lubię.
Potem przyszedł okres, kiedy zaczęliśmy intensywnie interesować się płcią przeciwną. Pamiętamy te dyskoteki szkolne, kiedy chcieliśmy zatańczyć 'wolnego' z koleżanką/kolegą, do których zaczęliśmy czuć sympatię. Chcieliśmy ją/jego dotknąć, przytulić, a może nawet pocałować.
Ale ciągle nam powtarzano, że jestesmy na to za mali. Jejku, przecież nikt nie chciał wtedy uprawiać seksu. Teraz głośno myślę, niczego nie sugerując... Skoro byliśmy za mali, to czemu były w nas takie pragnienia? Może właśnie nie byliśmy za mali?
Teraz sobie przypomnijmy, kiedy zaczęliśmy myśleć o seksie? Ja byłem w pierwszej klasie liceum. Miałem piękną dziewczynę. Wtedy właśnie tego zapragnąłem. Wczesniej oczywiście o tym fantazjowałem, ale wtedy zacząłem myśleć o zrobieniu tego. I oczywiście, zdaniem 'dorosłych' na to też byłem za młody. Skoro tak, to zapytam jeszcze raz: jeśli bylem za młody, to czemu tego chciałem?
Te zakazy wynikają z założenia, że impulsy naszego ciała są złe i należy je poskramiać. To przekonanie jest niedorzeczne. To może kiedy chce mi się siku, to też mam to poskramiać? Kiedy jestem głodny też? A nie jest bardziej rozsądnym myśleć, ze skoro w ciele pojawiają się pewne pragnienia, to znaczy że jesteśmy gotowi na ich urzeczywistnienie? Dla mnie to bardzo logiczne. Z poskramiania biologii rodzą się dewiacje i doskonale to widać na przykładzie celibatyków.
'Seks tylko po ślubie ' - tego nas uczyli ci, z których wielu tkwi w związkach, które nie dają im spełnienia. Z wieloma przedstawicielami pokolenia naszych rodziców rozmawiałem szczerze i przyznali się, że sami nie byli posłuszni radom, które dawali nam. To dlaczego nam udzielali takich rad? Czy to nie obłuda z ich strony?
A dlaczego niby mam czekać z seksem do czasu aż odbędzie się jakaś archaiczna ceremonia zwana ślubem? Czy są jakieś argumenty przemawiające za tym, oprócz religijnych? Otóż... nie ma... Proste. Nakaz oczekiwania z seksem do ślubu został wymyślony przez ludzi pełnych kompleksów seksualnych, ludzi którzy generalnie nie lubili kobiet, uważali je za przyczynę wszelkiego zła i dlatego odradzali jakichkolwiek zbliżeń z nimi. A my jesteśmy ślepo posłuszni tym ludziom. Hołdujemy zasadom, które są sprzeczne z nakazem natury i w rzeczywistości nam szkodzą i niszczą nas.
Moralność średniowiecznego chrześcijaństwa, chcemy tego czy nie, steruje naszymi zachowaniami. Jest wyryta głęboko w naszych umysłach. Musimy się od niej uwolnić dla dobra swojego i innych ludzi.
Dla większości ludzi seks jest wciąż czymś 'niegrzecznym'. To jest efekt wspomnianego powyżej średniowiecznego myślenia. Słyszeliście na pewno, kiedy ktoś mówił o 'swintuszeniu'. A co jest w seksie takiego złego, że się go tak nazywa? Człowiek, który wśród dorosłych mówi o seksie często jest nazywany zboczonym. Oczywiście są pewne granice dobrego smaku, jednak rozmowa o seksie wśród dorosłych ludzi nie powinna nikogo wprawiać w stan zażenowania.
Niektórzy się oburzają na to, że oglądam erotykę. No i co? Ci, co się oburzają też oglądają. Nawet najbardziej pobożnemu chrześcijaninowi się zdarza. Tylko że taki, w przeciwieństwie do mnie czuje się winny, co nie przeszkadza mu oczywiście zrobić tego ponownie. On żyje w zaprzeczeniu wobec siebie i świata, ja żyję w wolności. Ja nie muszę się jak szczur z tym ukrywać, nawet przed bliskimi. I czuję  się z tym dobrze.
Tacy chrześcijanie mówią: 'Ja mam żonę i ona mi wystarcza'. Skoro Ci wystarcza to po co wchodzisz na erotyczne strony? Może Ci jednak nie wystarcza, tylko nie potrafisz się do tego przyznać z obawy przede wszystkim przed nią?
Fantazjujesz o seksie. A umiesz powiedzieć o tych fantazjach partnerowi? Wiele osób nie umie i dlatego w ich lózku jest nudno, mechanicznie i beznadziejnie. A dlaczego nie możesz powiedzieć partnerowi czy partnerce o swoich najskrytszych fantazjach? Czemu zadowalasz się sam/sama puszczając wodze fantazji, a nie umiesz o tych fantazjach powiedzieć osobie, która określasz mianem bliskiej?
Natura tak nas stworzyła, że przeciętny mężczyzna ma kilkukrotnie większe libido niż przeciętna kobieta. Stąd znane nam historie o kobietach, których boli głowa, kiedy mężczyzna pragnie się z nią kochać. I co ma zrobić mężczyzna, kiedy ma ochotę a kobieta ciągle odmawia? Wspomniana średniowiecza mądrość nakazywałaby mężczyźnie poskromić swoje żądze? A ja pytam, dlaczego niby miałby je poskramiać? Natura mu ją dała, a darów się nie odrzuca. Nie należy kobiety zmuszać do seksu, bo to też jest sprzeczne z naturą. A dlaczego nie zrobić tak, że mężczyzna zwiąże się z dwiema kobietami o libido dwukrotnie mniejszym niż on? To jest sytuacja idealna. Nikt nikogo nie musiałby zmuszać, nikt nie musiałby się ograniczać, a trzeba powiedziec, ze harmonia w zyciu seksualnym gwarantuje harmonię psychiki i ciała. A myślicie, że skąd się bierze nerwowość w rodzinach?
Powiesz: "Wreszcie się przyznałeś, że w tej całej poligamii chodzi o seks". Pisałem już na tym blogu, że to oskarżenie jest bezpodstawne. Ale zapytam. A w monogamii to nie chodzi o seks? Czemu nie zostaliście ze swoim mężem przyjaciółmi? Też moglibyście razem mieszkać. O pociąg seksualny byście się nie martwili, bo przecież nie chodzi w związku o seks. Moglibyście chodzić na spacery, spędzać romantyczne wieczory, gotować razem. Prawda jest taka, ze głównym powodem tego, ze nie pozostaliście przyjaciółmi, a staliście się parą, jest bez dwóch zdań właśnie ten brzydki i niedobry seks. Spełnienie w sferze seksualnej jest bardzo ważną rzeczą  w życiu człowieka.
Ja nie ukrywam nigdzie i przed nikim, że chciałbym mieć drugą partnerkę. Każdy facet by chciał, ale panicznie boi się powiedzieć. Sprawdziłem już kilku kolegów. W prywatnej rozmowie mówili, że chcieliby miec dwie partnerki, a kiedy zapytałem o to w obecności ich dotychczasowych partnerek mówili cos zupełnie przeciwnego. Boją się swoich kobiet, nie są z nimi szczerzy. Ale w naszym społeczeństwie obłuda i zdrada jest dopuszczalna, ale poligamia nie jest...
Nie zachęcam do pełnej swobody seksualnej. Piszę to, bo za chwilę mi to ktoś zarzuci. Stwierdzam tylko, że należy zrewidować swoje podejście do seksu. Spójrzmy wreszcie na współżycie seksualne kobiety i mężczyzny jako na coś dobrego, świętego, coś czym należy się cieszyć, coś czego nie trzeba się wstydzić. Cieszmy się tą rozkoszą. Pozbądźmy się uprzedzeń. Zerwijmy więzy sprzeczne z naturą i cieszmy się tym ważnym darem w zyciu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz